piątek, 26 kwietnia 2013

Suknia "bez wykroju" / Paragwaj

BURDA z lipca 1991 roku, model 135, pomysł na suknię z chust.
Początkowo też chciałam żeby moja sukienka była taka szeroka(140cm), ale wyszło inaczej :-) Okazało się, że dla mnie starczy jedna szerokość materiału. 
Sukienka próbna, domowa. Ale myślę, że jeśli znajdę odpowiedni materiał to będzie powtórka, bo wygląda ona całkiem efektownie, jest bardzo wygodna i przewiewna.

sobota, 20 kwietnia 2013

W szkockim stylu / Kilt und Arisaid - im schottischem Stil

Podczas pobytu Michaela(patrz poprzedni post) uszyłam sporo prezentów dla rodziny w Niemczech i w Polsce.
Między innymi był to kilt(plus torebeczka z resztek materiału, zwana Sporran) i "narzutka", dla mojego szwagra(brat męża) i szwagierki(jego żona). 
Szwagier kilt nosi, jeśli ciepło, na co dzień, a w poszukiwaniu instrukcji szycia kiltu natknęłam się na tą STRONę i stąd pomysł na "narzutkę" dla jego żony:

Mein Schwager Michael hat uns im April und Mai 2012 besucht. Ich habe damals für die ganze Familie in Deutschland selbstgenähte Geschenke gemacht. Unter anderem für meinen anderen Schwager - Uwe, der sich gerne originell bekleidet und bereits ein Schottenrock trägt, dem habe ich einen Kilt genäht. Aus den Stoffresten habe ich noch eine passende Tasche - "Sporran" genannt - geschafft.
Auf der Suche nach einer Kilt-Nähanleitung, bin ich auf diese SEITE gestossen und da habe ich die Idee eine "Arisaid" für Uwe's Frau zu nähen gefunden:



źródło: http://www.syriel.de/index.html
 
"Der “Arisaid”, auch der “Belted Plaid” für die Frau genannt, ist ein historisch dokumentiertes Gewand der Schottinnen. (...) Dazu trägt man einen langen Rock und langärmelige Bluse." (źródło: http://www.syriel.de/index.html)

"Arisaid", zwany także "Belted Plaid" dla kobiet,  jest historycznie udokumentowaną szatą, którą nosiły Szkotki. (...) Do "Arisaid" nosi się długą spódnicę i bluzkę z długim rękawem."
(Na podanej przeze mnie stronie były wcześniej zamieszczone piękne zdjęcia autorki tej strony w takim właśnie "Arisaid", ale niestety nie ma ich więcej.)

Kilt szyłam według tego schematu(mniej więcej;-)) z jednej szerokości materiału:

Den Kilt habe ich, mehr oder weniger ;-), nach diesem Schema genäht, das ist eine Breite des Stoffes:

źródło: http://www.scottishdance.net/highland/MakingKilt.html

Ich habe die Falten hinten alle ordentlich gebügelt und ca. 10cm von oben fest genäht. Ich habe keine Lederriemchen verwendet, stattdessen Gürtelschlaufen gemacht. Die Sporran-Tasche kann man abnehmen.

Niestety na moich zdjęciach nie bardzo widać tylne plisy kiltu, bo robiliśmy je dla siebie, a nie z myślą o szyciowym blogu. Plisy są zaszyte, na ok 10cm, w karczek i zaprasowane. 

Die Bilder haben wir nur für uns gemacht. Ich habe damals noch nicht an einen Nähblog gedacht, deswegen leider keine Details fotografiert.  
 

Das "Kulturelle-Mix" ist hier groß: ich bin Polin, mein Mann ein Deutscher und wir sind in Paraguay im schottischen Outfit ;D


piątek, 19 kwietnia 2013

Spodnie dla Szwagra

W zeszłym roku, na początku kwietnia, przyleciał do nas w odwiedziny na dwa miesiące, brat mojego męża. Przywiózł mi w prezencie książkę "Designbuch Nähen. Kreative Näh - Ideen mit Stil." Laury Wilhelm. W niej znalazłam wykrój na "Wellnesshose", czyli spodnie na dobre samopoczucie ;-) Model taki jaki już szyłam, potrzebowałam i uwielbiam do dziś :-) (TUTAJ cały post im poświęcony.) W książce znajdują się wykroje takich spodni dla kobiet, mężczyzn i dzieci.
Oczywiste było, że szwagrowi uszyłam dwie pary takowych, z czego bardzo się cieszył(zdjęć brak).
Dodatkowo Michael zamówił sobie u mnie inne spodnie. Był zaproszony na hippi-ślub: należało stawić się na tym weselu w stroju hippisowskim. Materiał wyszukał sobie Michi sam, a ja pokombinowałam wykrój na Wellnesshose z dzwonami mojego męża. 
Z efektu mojej pracy byliśmy obydwoje zadowoleni :-)


czwartek, 18 kwietnia 2013

Torebki na Piętnastkę / Paragwaj

W Ameryce Południowej bardzo chucznie obchodzi się 15. urodziny córki. Dziewczyna staje się kobietą... Od tych urodzin młoda kobietka może publicznie pokazywać się w make-up'ie, może pójść na dyskotekę, a nawet może wyjść za mąż - tak, tak! 
Miałam okazję już dwukrotnie brać udział w uroczytościach z tej okazji. 
Pierwsza Piętnastka odbyła się w San Bernardino i była dla dziewczyny i jej rodziny prawdziwie prestiżową imprezą na 200 osób!

12.03.2011 Solenizantka w oczekiwaniu na gości:  


środa, 17 kwietnia 2013

Kolekcja domowa - spodnie

Udało mi się, zaraz na początku naszego pobytu w Paragwaju, kupić w tutejszym lumpeksie spodnie - takie zwykłe, z cieńkiego materiału, na gumce. Okazały się one niezbędną częścią mojej paragwajskiej garderoby! Są dobre do noszenia przez większą część roku. A wieczorami, kiedy komary i inne paskudztwa zjadają każdą nieosłoniętą część mojego ciała, spodenki te spradzają się fantastycznie :-)
Te lumpeksowe dosyć szybko sią wykończyły, ale kolejne szyłam już sama. 
A co się natrułam żeby stworzyć ich wykrój! Odrysowywanie wykroju z gotowych spodni nie sprawdza się(przynajmniej ja nie umiem), a do dyspozycji miałam jedyny wykrój na klasyczne biodrówki z roszerzanymi nogawkami w rozmiarze 162...! :-) Coś tam kombinowałam, coś mi tam wyszło, tak czy siak naszyłam tych spodni wg "mojego wykroju" całe tłumy i to nawet dla mężczyzny! ;-)
Ale odetchnęłam z ulgą kiedy rok temu dostałam książkę "Nähen. Kreative Näh-Ideen mit Stil." Laury Wilhelm i kilka numerów BURDY. Teraz jestem na etapie testowania takich prostych wykrojów. 
Zdjęć wszystkich uszytych przeze mnie tego rodzaju spodni niestety nie mam. Materiał wybieram zawsze lekki, najlepiej miękko układający się, bawełna plus ew. niewielka domieszka czegoś sztucznego. Noszę je najczęściej w domu, ale w sumie można spokojnie wyskoczyć w nich "po bułki" ;-) Oto "przekrój" tego co jest u mnie w szafie, od najstarszych do ostatnich, szytych przed paroma tygodniami. 


poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Sukienka i prezent na wesele / Paragwaj

Dzisiaj jeszcze jedno "cudo" z początków mojego szycia (pierwsze opisałam w poprzednim poście). Kiedy patrzę na tą sukienkę to zastanawiam się jak ja tego dokonałam? Wykrój robiłam na podstawie mojej innej sukienki, przy czym spódnicę kroiłam niemalże od ręki żeby maksymalnie wykorzystać materiał. Brrr... Aż mi się zimno robi na myśl, że mogłam zniszczyć ten piękny materiał (len z bawełną).
No ale sukienka wyszła i to nienajgorzej, w każdym bądź razie da się ją nosić :-)
(Zamek kryty z boku. Talia, wykończenia dekoltu i ramiączka z taśmy satynowej.)


niedziela, 14 kwietnia 2013

Sukienka na defiladę

Dawno, dawno temu przyszła do mnie sąsiadka z prośbą żebym uszyła jej córce sukienkę księżniczki na szkolną defiladę. Podetknęła mi pod nos książkę z bajkami, wskazała obrazek i powiedziała, że tak sukienka ma wyglądać, no - przynajmniej mniej więcej...!
Ja powiedziałam NIE, to za trudne dla mnie. Ale potem sprawę przemyślałam i zaczęło mi się podobać to wyzwanie.
Postanowiłam spróbować, choć wyzwanie było dla mnie, na tamtym etapie OGROMNE! Na tyle ogromne, że dzwoniłam do mojej ciotki-krawcowej, z pytaniem jak się robi marszczenia(falbankę) i bufiaste rękawy :-)
Nie wspominając o tym, że sukienkę musiałam sama "konstruować" nie mając bladego pojęcia, jak to się robi! (teraz wciąż jeszcze nie mam o tym pojęcia;-))
Rękawy wyszły mi za duże, za bufiaste, a marszczenia jako tako opanowałam.

Mi bardziej podobała się tak:


Ale na wyraźne życzenie właścicielki dodałam satynowe tasiemki:

13.07.2011

Uszycie tej sukienki dało mi OGROMNą satysfakcję i trochę wiary w siebie :-)))))

piątek, 12 kwietnia 2013

Moje ulubione maxi-spódnice

Na początek wyślę Wam trochę paragwajskiego Słońca i skrawek niebieskiego Nieba. Obydwu nie widzieliście już dawno w Europie...!
Chyba śmiało mogę powiedzieć, że zależność dni słonecznych w Paragwaju jest wprost-proporcjonalnie-ODWROTNA do dni pochmurnych w Polsce i w Niemczech (mąż Niemiec, jego-nasza rodzina w Niemczech, więc oba te kraje w Europie są mi bliskie). No chyba, że dni pełnych Słońca jest jednak jeszcze więcej tu w PY, jak u Was pochmurnych.
I to jest chyba jednak ta NAJLEPSZA STRONA PARAGWAJU :-)
Zdjęcia zrobione w Wielkanoc, a u Was padał śnieg... oj nie brakuje mi go w ogóle!




Spódnice maxi - od nich zaczęła się moja przygoda z szyciem :-)
Jeszcze kiedy byłam nastolatką(liceum) marzyłam o długaśnej, obfitej spódnicy. Nigdy takiej nie znalazłam, ani w sklepach ani w lumpeksach.
Myśl o niej zrodziła się znowu w Paragwaju(klimat tutaj bardzo sprzyjający noszeniu spódnic:-)). Tylko, że tym razem miała ją uszyć dla mnie krawcowa.
Niestety spódnica uszyta przez nią nie spełniła moich oczekiwań. Zaczęłam zastanawiać się co poszło nie tak - czy krawcowa skrewiła, czy ja wymagałam niemożliwego. Doszłam do wniosku, że skoro mam maszynę do szycia(kupiłam ją sobie z zamiarem dokonywania drobnych przeróbek i co najwyżej szycia obrusów, firan czy pościeli) to mogę spróbować uszyć coś sama...
Po bardzo krótkiej reszerszy w internecie postanowiłam skonstruować spódnicę z koła, bo nie potrzeba do tego wykroju(żadnych wykrojów wtedy nie miałam ani możliwości ich zakupu). Zakupiłam DUUUżO materiału, ale kiedy przymierzyłam się do krojenia okazało się, że jest go jednak wciąż za mało! ;-) Nic to! Nie to nie! Będą wobec tego kliniki :-) Kliniki okazały się o tyle wdzięczne, że wciąz jeszcze korzystam z tego pierwszego modelu który uszyłam i mam już w szafie kilka takich spódnic, a następny materiał czeka już w kolejce na szycie :-)

To zdjęcie pierwszej uszytej przeze mnie spódnicy. Pierwsze śliwki robaczywki, a więc i ta spódnica nienajlepiej mi wyszła - najpierw wydawała mi się za długa, to ją obcięłam i po tym okazała się za krótka... Ostatecznie, parę miesięcy później, po jej przedłużeniu, podarowałam ją koleżance.


Data pstryknięcia tego zdjęcia to 02.09.2009. Dalsze szycie nie poszło u mnie piorunem. Bujałam się z początku raczej powoli. Trochę więcej zaczęłam szyć tak jakoś półtorej roku temu, a "uzależniłam się" dopiero rok temu - tak to był kwiecień-maj 2012 roku, kiedy dostałam od siostry pocztą pięć numerów BURDY, a od szwagierki książkę "Nähen. Kreative Näh-Ideen mit Stil." Laury Wilhelm. I wtedy ruszyłam do przodu błyskawicznie, bo jeszcze do tego odkryłam w internecie istnienie blogów szyciowych, które szalenie mnie zainspirowały(bo przecież większość blogowiczek to samouki a szyją jak marzenie!) i wiele nauczyły! Dziękuję Wam Dziewczyny!!!

A tu już następne, bardziej udane egzemplarze, mojej wymarzonej hippi-spódnicy w porządku chronologicznym. Ostatnia szyta jakoś tak w sierpniu 2012 roku.